CZWARTEK 19.06.2014



          Wczoraj, gdy Amy wróciła z miasta, była tak zmęczona, że od razu poszła spać. Nie obudziły jej radosne piski Christiny, szczekanie psa sąsiadów, a nawet śpiewanie Lisy.
          Wczoraj Poppy chciała, żeby Amy skakała z nią na trampolinie i jeździła rowerami. Dzisiaj opiekunce nie chciało się chodzić wszędzie za dziewczynką, więc wzięła ze sobą ulubioną grę planszową Joey'a i pojechała vanem do pracy.
          Drzwi domu Andersonów otworzyła pani Anderson - mama Poppy, - oznajmiając jednocześnie, że obiad jest w lodówce.
          Amy weszła do domu i od razu natknęła się na swoją podopieczną.
          - Hej Amy.
          - Hej Poppy - Amy nachyliła się do dziewczynki, ponieważ była ona jedną z niższych od piosenkarki istot. - Przyniosłam ci coś - opiekunka zza pleców wyciągnęła grę. - Zagramy?
          - Jasne - ożywiła się dziewczynka.
          Amy i Poppy rozkładały planszę, gdy dziecko zauważyło coś:
          - Ale ta gra jest dla trzech osób!
          - Serio? No to super, nie zagramy.
          - Zagramy! Zawołam braciszka - dziewczynka pobiegła na górę, a Amy została sama w salonie. Nic nie wiedziała o tym, żeby Poppy miała braciszka, toteż zdziwiła się bardzo, gdy do pokoju, zaraz za nią, wszedł około dziewiętnastoletni blondyn.
          - Całkiem duży ten twój braciszek - powiedziała opiekunka i zaraz ugryzła się w język.
          - Hej - nieśmiało zaczął chłopak - jestem Josh.
          - A ja... - Amy naprawdę zapomniała jak ma na imię - jestem Suzie!
          - Przecież ty jesteś Amy! - prawie krzyknęła Poppy.
          - A... tak, tak. Suzie to moje imię... hmm, od bierzmowania - zmieszała się dziewczyna - może... Zacznijmy grę?
          Poppy wygrała z dwudziestoma punktami, natomiast ciągle zamyśleni Amy i Josh mieli po zero punktów.
          Gdy cztery godziny później Amy wróciła do domu, strasznie płakała.
          Najpierw poszła do łazienki, tam rozpłakała się jeszcze bardziej.
          Kiedy próbowała przemieścić się po cichu do pokoju, zauważyła ją Lisa.
          - Amy, co się stało?
          Dziewczyna zamiast odpowiedzieć, szybko weszła do pokoju i wdrapała się na łóżko. Lisa poszła za nią, dokładnie zamknęła drzwi, a potem położyła się obok niej.
          - Amy, kochanie, nie płacz - Lisa mocno przytuliła siostrę. - Nic się nie stało przecież.
          - Nic? - Amy wybuchła. - Zrobiłam z siebie idiotkę przed najsłodszym chłopakiem jakiego widziałam. To ma być nic?
          - A co dokładnie zrobiłaś?
          - Jak przyszedł i zapytał się jak mam na imię, to wszystko wyparowało mi z głowy i odpowiedziałam, że Suzie, a wtedy Poppy krzyknęła, że to nieprawda i że mam na imię Amy - dziewczyna rozkleiła się na dobre.
          - Na pewno pomyślał, że jesteś urocza.
          Na pewno - nadal łkając, ironicznie odpowiedziała siostra, po czym obie zaczęły się śmiać, a chwilę później razem płakać.
          Nawet nie zauważyły, kiedy zasnęły.


ŚRODA 18.06.2014

           Śniła jej się łąka. Tak po prostu. Wszystko było cudowne. Dopóki nie zadzwonił budzik. Amy obudziła się, dochodziła 8:30.
          - Kath, dlaczego nie obudziłaś mnie wcześniej!? - nie czekając na odpowiedź, Amy już jadła śniadanie. Płatki kukurydziane poprzyczepiały się jej do zębów, więc gdy skończyła myć zęby dochodziła 8:50. Amy szybko chwyciła swoją miętową torebkę, lecz zanim wybiegła z domu, natknęła się na mamę.
          - A ty gdzie się wybierasz? - Lynne martwiła się o Amy za każdym razem, gdy ta wychodziła.
          - Pani Anderson poprosiła mnie żebym popilnowała Poppy. Wrócę o siedemnastej, bo muszę jeszcze wstąpić do miasteczka.
          - W takim razie, jeśli możesz kup mi maść na komary. Pieniądze oddam ci jak wrócisz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz